Ten rok jest dla mnie bardzo ciężki. Ekipa jest święta - wiadomo. A ja jeszcze wciąż znajduję się w wieku, w którym człowiek jest nieśmiertelny. W lutym straciłem Przyjaciela, z którym dzieliłem najważniejszą dla mnie pasję - fotografię. Pierwszego listopada odwiedziłem Jego grób...
Kiedy w aparacie powstawała ta fotografia, Paweł stał tuż obok mnie. To Droga Atlantycka na wybrzeżu środkowej Norwegii. Gdy objeżdżaliśmy ten nasz ulubiony kraj, obowiązkowo się tam zatrzymywaliśmy na zdjęcia. Zaraz obok jest parking - żeby zagotować wodę trzeba zająć toaletę i cały czas trzymać czajnik nad głową - bo jedyne gniazdko w promieniu kilku kilometrów jest w jej suficie... Ilekroć gdzieś jeździliśmy, zawsze było śmiesznie. To były takie nasze "resety" od codzienności. Fotoamok i mądra śmiechawa. Głupawka też się zdarzała - wtedy jednak zawsze w rozśpiewanym anturażu Edyty, Myslovitz, Lady Punk i innych klasyków. Gitarą do przygrywania mogła być nawet plastikowa czerwona łopatka (rodzice tego dziecka spasowali...).
Najbardziej lubiłem, kiedy Paweł dzwonił i padały słowa "wiesz, mam taki szatański plan"... Zawsze wtedy gdzieś wkrótce śmigaliśmy. Ostatnimi laty bardzo często powtarzał też: "obrobiłbyś w końcu jakieś zdjęcie. Chociaż jedno!?". Po trzech latach przerwy, wczoraj wreszcie postanowiłem podłubać. Musiałem zajrzeć do folderu "Norwegia 2016". Bo spośród setek miejsc, ten raj ukochaliśmy jednak najbardziej. Jeżeli jeszcze kiedyś będę mieć okazję napić się tam gorącej kawy, Paweł będzie tuż obok. Zawsze kiedy pięknie świeci, pablook jest gdzieś niedaleko...
Czesto oceniam podobne zdjecia. Ogladam, podziwiam, oddaje glos i koniec.
Tu jest inaczej. Ta praca to mini reportaz, ktory zapada w pamiec. Przepiekne zdjecie, ktore nie ucieka w niebyt, bo oplecione jest historia z zycia, ktora chociaz ostatecznie zasmuca, to ma w sobie jakies piekno.
To piekno to wiezi miedzy ludzmi i o ludziach pamiec.
Kiedy w aparacie powstawała ta fotografia, Paweł stał tuż obok mnie. To Droga Atlantycka na wybrzeżu środkowej Norwegii. Gdy objeżdżaliśmy ten nasz ulubiony kraj, obowiązkowo się tam zatrzymywaliśmy na zdjęcia. Zaraz obok jest parking - żeby zagotować wodę trzeba zająć toaletę i cały czas trzymać czajnik nad głową - bo jedyne gniazdko w promieniu kilku kilometrów jest w jej suficie... Ilekroć gdzieś jeździliśmy, zawsze było śmiesznie. To były takie nasze "resety" od codzienności. Fotoamok i mądra śmiechawa. Głupawka też się zdarzała - wtedy jednak zawsze w rozśpiewanym anturażu Edyty, Myslovitz, Lady Punk i innych klasyków. Gitarą do przygrywania mogła być nawet plastikowa czerwona łopatka (rodzice tego dziecka spasowali...).
Najbardziej lubiłem, kiedy Paweł dzwonił i padały słowa "wiesz, mam taki szatański plan"... Zawsze wtedy gdzieś wkrótce śmigaliśmy. Ostatnimi laty bardzo często powtarzał też: "obrobiłbyś w końcu jakieś zdjęcie. Chociaż jedno!?". Po trzech latach przerwy, wczoraj wreszcie postanowiłem podłubać. Musiałem zajrzeć do folderu "Norwegia 2016". Bo spośród setek miejsc, ten raj ukochaliśmy jednak najbardziej. Jeżeli jeszcze kiedyś będę mieć okazję napić się tam gorącej kawy, Paweł będzie tuż obok. Zawsze kiedy pięknie świeci, pablook jest gdzieś niedaleko...